Niezwykły mechanizm rozkładanego stołu przedwojennego

Gdyby ktoś mnie zapytał, co lubię w mojej pracy, odpowiedziałbym, że nieprzewidywalność. Dlaczego? Patrząc na mebel, nie do końca wiem co mnie spotka po jego oczyszczeniu i rozebraniu. Zapytacie dlaczego – bo nie zawsze u klienta mam szansę dokładnie go obejrzeć (często mebel jest zastawiony innymi rzeczami lub w ciasnym pomieszczeniu), zeskrobać wierzchnią warstwę by sprawdzić jego stan, przekonać się o sposobie działania mechanizmów. Ale gdy mebel trafia do pracowni, mogę bez przeszkód odkrywać jego tajemnice.

Tak też było w przypadku tego stołu, który finalnie trafił do pracowni. Zdjęcie starych warstw farb, którymi pokryty został mebel, ukazało piękną dębową powierzchnię. Pojawiło się pytanie, czy farba nie przykrywa dużych ubytków?
Dużych ubytków nie było. Drobne da się naprawić bez szkody dla estetyki mebla, choć zajmie to trochę czasu. Nogi stołu to lite drewno, które ukryto pod warstwami farby.
Najbardziej jednak zaskakuje mechanizm mebla. Stół z długości 130cm rozkłada się do blisko 340cm. Wszystko dzieje się bez konieczności wyciągania oddzielnych blatów. Całość połączona jednym mechanizmem. Za pomocą odpowiednio wyprofilowanych płaskowników i dźwigni o nieskomplikowanej budowie, możemy rozsuwać blaty. Dodatkowo blat główny zachowuje się jak połączony zawiasem, mimo że zawiasu nie posiada. Oba blaty połączone są metodą pióro-wpust, a po bokach mają wypustki utrzymujące je w rynienkach, co uniemożliwia ich przemieszczanie.
Trzeci blat wysuwa automatycznie pomocnicze, rzeźbione nogi. Wszystko działa precyzyjnie. Prosty system, który ma ponad 100lat. Patrząc na obecne rozwiązania w meblarstwie, można zauważyć, że dawna technika była bardziej zaawansowana mimo dostępności mniej zaawansowanych narzędzi. W mojej ocenie narzędzia powodują, że wiele osób podejmuje się wyzwań, jednak brak im odpowiednich umiejętności i przede wszystkim wyobraźni, które dawni majstrowie zdobywali z wiedzą pokoleń. Cóż może warto szanować prawdziwych fachowców.